-No, no. Ślicznie wyglądasz - powiedział uśmiechając się i dał mi lilię
-Dziękuję, ty też się postarałeś - wzięłam od niego kwiat i spojrzałam w stronę wyjścia - idziemy?
Chłopak kiwnął głowa i przepuścił mnie w dziurze. Szliśmy w ciszy, jednak zauważyłam, że Potter zerkał na mnie co chwilę. Gdy znaleźliśmy się obok drzwi Wielkiej Sali wokół nas zaroiło się od członków drużyn.
-Rany James! Gratuluję ślicznej partnerki! - Tom, kapitan Gryfonów, poklepał Pottera po plecach.
-Dzięki, ale to tylko i wyłącznie łaskawość Lily sprawiła, że jest tu ze mną - Potter uśmiechnął się, a ja wybałuszyłam na niego oczy.
"No ładnie. Robi ze mnie bezlitosnego i zimnego potwora" prychnęłam.
-Uwaga, uwaga! Ustawcie się! Pierwsi wchodzą Gryfoni, za nimi Ślizgoni, Puchoni i Krukoni! - krzyknęła McGonagall.
Ubrana była w długą, czerwoną suknię z broszką na piersi. Na głowę założyła czarny kapelusz piórem
-Tom, ty pierwszy. Potem Potter, Jones, Adams, Smith, Brown i Collins. - McGonagall zaczęła nas ustawiać - Evans? Matko kochana, Evans co ty tu robisz? - wykrzyknęła na mój widok
-No... Przyszłam z Potterem - powiedziałam cicho
-Doskonały wybór moja droga, doskonały wybór - kobieta uśmiechnęła się szeroko i poszła dalej.
Potter wyszczerzył zęby i złapał mnie za rękę. Początkowo chciałam ją cofnąć, ale był taki tłok, że uderzyłabym w brzuch partnerkę Kevina Adamsa, która stała tuż za mną. Rogacz widząc, że się nie wyrywał jeszcze bardziej wyszczerzył zęby. Zaczęły grać trąby i drzwi Wielkiej Sali otworzyły się.
-Tylko się nie wywróć Potter - szepnęłam uśmiechając się lekko
-W razie czego pociągnę cię ze sobą - mrugnął do mnie - mam nadzieję, że znaszkroki tańca.
-Tańca?! - spojrzałam na niego przerażona.
-No tak... Członkowie drużyn rozpoczynają tańcem każdy bal. Nie zwróciłaś na to uwagi? - zapytał
-Wcześniej... Wcześniej nie chodziłam na bale.
Teraz to on spojrzał na mnie jak na ostatnią kretynkę.
-No cóż. Nie martw się, poprowadzę cię - uścisnął moją dłoń, a ja bardziej ścisnęłam lilię, którą trzymałam w prawej ręce.
Powoli zaczęliśmy wchodzić do Sali. Początkowo oślepiło mnie światło z dyń unoszących się w powietrzu. Wielka Sala wyglądała jak grobowiec. Wycięte dynie, duchy, wiedźmy co roku były normą, ale teraz nauczyciele się postarali. Przy ścianach stały stoliki nakryte pomarańczowymi obrusami, a na krzesłach były narzuty tego samego koloru. Na stolikach stały figurki czarownic, którym palił się koniec kapelusza. Przy końcu sali znajdowała się scena, a na niej był już rozstawiony sprzęt. "Czyżby znowu grali Mroczni Jeźdźcy? W sumie byłoby fajnie, ale Fatalne Jędze Byłyby lepsze... Prooosze".
-Taniec rozpoczynający bal zatańczą członkowie drużyn z partnerami - powiedział dyrektor Dumbledore wstał po czym zaczął klaskać
Spojrzałam przerażona na Pottera, a on uśmiechnął się do mnie. Wziął moją dłoń i położył na swoim ramieniu, a drugą złapał w swoją lewą dłoń. Prawą ręką złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
-A teraz spokojnie - szepnął i powoli zaczęliśmy tańczyć - wsłuchaj się w muzykę - musnął swoim policzkiem mój.
Westchnęłam i zamknęłam oczy. "A więc Lily wczuj się w muzykę!" pomyślałam. Po chwili zupełnie bezmyślnie oparłam głowę o ramię Pottera, a on pogłaskał mnie po włosach.
Nagle drzwi otworzyły się szeroko i do Wielkiej Sali wpadł profesor Slughorn.
-Wilkołak! Lupin! Wilkołak, pełnia! - krzyknął podbiegając do dyrektora.
-Remus... - szepnął Potter
W sali zrobiło się niesamowite zamieszanie: wszyscy zaczęli krzyczeć i pchać się w stronę drzwi. Dyrektor wstał i stuknął laską o podłogę. Echo stuknięć odbiło się od ścian pomieszczenia.
-Spokój! Prefektów proszę, by odprowadzili uczniów do swoich domów. Nauczyciele pójdą za mną.
Wyciągnęłam różdżkę w górę i wymówiłam zaklęcie, które spowodowało, iż wystrzelił z niej czerwony promień. Kiedy za moimi plecami ustawili się wszyscy uczniowie Gryffindoru wyszliśmy z Wielkiej Sali i skierowaliśmy się do wieży wschodniej.
-Lily! Muszę iść do lochów. - powiedział Potter podbiegając do mnie.
Zatrzymałam się i ścisnęłam mocniej różdżkę.
-Nie Potter. Idziesz do Pokoju Wspólnego. Dipeet powiedział, ze do lochów idą tylko nauczyciele. Spróbujesz się ruszyć. a oberwiesz zaklęciem - zagroziłam unosząc różdżkę
Na jego twarzy zagościł złośliwy uśmieszek
-Nie odważysz się panno Evans. - po chwili zmienił ton - w lochach jest Syriusz i Peter. Jeżeli coś im się stanie nie wybaczę sobie, więc wybacz. Jestem pewien, że nie rzucisz mi zaklęcia w plecy - po czym odwrócił się na pięcie i zaczął iść w stronę schodów.
Coś we mnie drgnęło.
-James! - krzyknęłam, a on odwrócił się z lekkim uśmiechem.
-Poczekajcie chwilę - poleciłam uczniom stojącym za mną i podbiegłam do Pottera, po czym rzuciłam się mu w ramiona - proszę, uważaj na siebie.
Złapał moje dłonie i ścisnął mocno.
-Spokojnie... Nic mi się nie stanie. Lepiej zaopiekuj się nimi- wskazał podbródkiem Gryfonów pozostawionych przeze mnie.
Spojrzałam mu w oczy i wróciłam do uczniów i razem poszliśmy do Pokoju Wspólnego. Na miejscu nie mogłam znaleźć sobie miejsca.
-Nick, Niiick - powtarzałam co chwilę
-Tak? - duch przeniknął przeze mnie i poczułam dreszcze i wzdrygnęłam się
-Nie rób tak więcej - skarciłam go - powiedz mi co się tam dzieje.
-Na dole? No... Chłopcy dają sobie radę, ale wilkołak jest wyjątkowo agresywny. Lupin musiał długo nie brać leków.
-Lupin?!
Duch skrzywił się.
-Na brodę Merlina Wypaplałem. - podrapał się po głowie - Lupin jest wilkołakiem.
Opadłam na fotel i skryłam twarz w dłoniach . Po 2-3 minutach zerwałam się i popatrzyłam przerażona na Nick'a.
-Nick! Przecież on ich pozabija! - zerwałam się z miejsca i pobiegłam w stronę lochów (niestety ucierpiała na tym Gruba Dama, gdyż tak stuknęłam nią w ścianę, że rozlała wino).
Kiedy biegłam cały czas miałam przed oczami różne sceny z udziałem Pottera. Z lekkim zdziwieniem zauważyłam, że zachciało mi się płakać, gdy pomyślałam o tym, że mogłoby mu się coś stać. "Czy to może być... Nie, na pewno nie... A może jednak? No tak, ale ja sobie właśnie uświadamiam co czuję do Pottera, a on mi tutaj takie coś odwala". Zbiegłam po schodach i o mało nie potknęłam się o sukienkę.
-Cholera - mruknęłam i wyjęłam różdżkę z fałdki sukienki (nie ma to jak praktyczna sukienka).
Po chwili dobiegły mnie jakieś wrzaski. Odetchnęłam głęboko i weszłam do jednego z lochów. To co zobaczyłam nie poprawiło mojego humoru: w rogu leżał zakrwawiony pies, a na nim Pettergiew. Potter stał na przeciwko wilkołaka pośrodku sali. "Gdzie są nauczyciele?" w mojej głowie pojawiło się pełno pytań. Nagle wilkołak rzucił się na Pottera.
-James - krzyknęłam machając różdżką.
Zaklęcie odbiło się od wilkołaka. Potter spojrzał na mnie przerażony.
-Lily! Idź stąd! - krzyknął, ale wilkołak już zaczął biec w moją stronę.
cdn.
Nastrój:
tagi:
-No James. Musisz się wziąć za siebie. To twoja jedyna szansa. Lily siedzi w Pokoju Wspólnym i zaraz może iść na kolację - James Potter stanął przed lustrem w łazience przy dormitorium. Ubrany był w czarny garnitur, a włosy jak zawsze miał zwichrzone. Chwilę wcześniej rozmawiał z Dumbledore'm i upewnił się w swoim planie. Tak się spodziewał profesor Dumbledore był zachwycony jego zamiarem zaproszenia Lily na bal - mam nadzieję, że się zgodzi...
Chłopak szybkim ruchem przeczesał włosy, wyjął białą lilię z wody i ruszył do Pokoju Wspólnego. Miał nadzieję, że jego przyjaciele tam będą i dodadzą mu otuchy.
***
Nagle coś wpadło do Pokoju Wspólnego z hukiem i wylądowało tuż przede mną. Postać powoli podniosła głowę...
-P-Potter? co ty wyprawiasz? - syknęłam widząc, że wokół nas zbiera się spory tłumek gapiów.
Chłopak szybko wstał, otrzepał się i podniósł z ziemi biała lilię. Uwierzcie mi lub nie, ale ubrany był w garnitur, a jego włosy były nienaturalnie przylizane. Potter ostrożnie rozejrzał się, po czym (och normalnie aż ciężko mi o tym napisać!) klęknął przede mną!
-Lilliano Rose Evans -przełknął głośno ślinę - czy zrobiłabyś mi ten zaszczyt i poszłabyś ze mną na bal Halloweenowy? - wyciągnął w moją stronę lilię
Rozejrzałam się zdezorientowana. Przyjaciele Pottera patrzyli na nas w napięciu, jakby to czy się zgodzę, czy nie było sprawą życia i śmierci. Z drugiej strony wszystkie dziewczyny miały rządzę mordu w oczach i wiedziałam, że jeżeli się zgodzę, to dużo u nich stracę. Ale wiedziałam też, że pewnie i tak nikt oprócz Snape'a mnie nie zaprosi, więc co mi szkodzi się zgodzić?
-Jasne - powiedziałam, a w Pokoju Wspólnym dało się słyszeć głośne "uf".
*
-Boże Vanessa powiedz mi, że dobrze wyglądam - jęknęłam patrząc w lustro. Szczerze miała dość dwugodzinnego strojenia się. Vanessa stanęła przede mną i zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu.
-Hm... Jeszcze tylko poprawię ci oczy i będzie świetnie - powiedziała i wzięła się do roboty.
Kiedy skończyła nie mogłam się poznać w lustrze.
-Mam nadzieję, że chociaż Potter mnie pozna - mruknęłam - a ty z kim idziesz?
-Z Michaelem - przyjaciółka uśmiechnęła się szeroko, a jej twarz oblał rumieniec.
-Chłopak padnie jak Cię zobaczy! - powiedziałam i byłam pewna, ze tak będzie, bo wyglądała zjawiskowo! Brązowe włosy spięła w kok, a na siebie ubrała kremową sukienkę w pasie przewiązaną złotą wstążką. Jednym słowem - cudo. Niejedna dziewczyna dałaby wszystko żeby być nią.
-No Lily... Czas na nas. - powiedziała spryskując swoją szyje perfumem i biorąc torebkę
-Ja nie chcę - opadłam na łóżko - jeszcze wchodzę razem z drużynami domów, bo przecież Potter jest szukającym...
-Lilliano Rose Evans! Jeżeli w tej chwili się nie ogarniesz i nie pójdziesz na bal, to strzelę Ci z mojej różdżki prosto w czoło, co spowoduje pojawienie się na nim pryszcza wielkości buraka!
Kiedyś Vanessa zrobiła tak jednej Ślizgonce i dziewczyna niestety trzy dni musiała siedzieć w Skrzydle Szpitalnym, bo bała się pokazać innym... chyba nie muszę mówić, że tym mnie przekonała, prawda?
-Yhym... - jęknęłam wstając - idę na śmierć.
Kiedy zeszłyśmy do Pokoju Wspólnego, zobaczyłam, że Potter już tam czeka. Ubrany był w czarny garnitur, na który narzucił długą szatę z purpurowymi elementami, a w dłoni trzymał lilię. No cóż... Nie mogę kłamać, więc powiem, że wyglądał bosko
Nastrój:
-Szczęśliwego Halloween! - zahuczał tuż przy moim uchu Prawie bezgłowy Nick
-Ach Nick! to dopiero za tydzień! - uśmiechnęłam się do ducha - Robisz jakiś przygotowujący bal w lochach?
-Cóż... Już się skończył, bo Krwawy Baron, nie wiem jakim cudem, się upił i zaczął zaczepiać wszystkie damy wokół.
Chciałam poklepać Nicka po ramieniu, żeby chociaż w jakiś sposób dodać mu otuchy, jednak moja ręka przeniknęła przez jego ciało.
-Ym... - mruknęłam niezadowolona - a co z zabawą? Dyrekcja szykuje coś bardziej wystrzałowego niż rok temu?
Nick uśmiechnął się szeroko i dałabym palca uciąć, że się zarumienił.
-Ma być jakiś pokaz... Coś wspaniałego! - "klasnął" w dłonie - A ktoś cię już zaprosił na bal? - zapytał patrząc mi uważnie w oczy
-Jeszcze nie... - odpowiedziałam cicho
-A James?
-Och Nick daj spokój.
Pewnie zaprosi jakąś wypchaną blondynę ze starszej klasy - powiedziałam z goryczą i zauważyłam, że się uśmiecha - z resztą po co mi on?
-Lily... - Nick pokręcił głową - nie broń się przed miłością do niego. Półtora roku daje ci jakieś znaki, że mu się podobasz, a ty nic. Jak kamień. Nie pomyślałaś, ze może wyjść z tego coś wspaniałego? Zobacz jak on cię broni. Przypomnij sobie chociażby tą sytuację ze Snape'm - wzdrygnęłam się lekko - poza tym słyszałem jak podczas śniadania zwierzał się kolegom, że chce zaprosić na bal kogoś, kogo boi się zapytać, bo boi się, że znowu dostanie w twarz.
Uśmiechnęłam się lekko.
-I myślisz, że chodzi o mnie? - zapytałam
-Wiesz... Jestem pewien, ze jesteś jedyną dziewczyną, która miałaby odwagę naruszyć jego nienaganną urodę - zaśmiał się cicho
*
Lily! Lily zaczekaj! - Severus złapał mnie za rękę, co dało taki efekt, że upuściłam wszystkie trzymane książki
-Sev! Daj mi święty spokój!- warknęłam podnosząc podręczniki z ziemi
-Lily przepraszam. Ty wiesz, że ja nie chciałem cię tak nazwać. Nie zaprzepaszczajmy naszej przyjaźni - kucnął obok mnie i zaczął zbierać jakieś świstki z książek - to wszystko przez Pottera! Gdyby nie on. On mnie sprowokował! Pamiętasz jak kiedyś było nam bez niego dobrze? Pamiętasz jak kiedyś opowiadałem ci o Hogwarcie? O wszystkim co magiczne? Lily na miłość boską! Co ci się stało?! Kiedyś byłaś inna. Inną cię zapamiętałem. - stanął naprzeciwko mnie - Lily proszę. Wybacz mi.
-Sev. Nazwałeś mnie szlamą! - krzyknęłam a w moich oczach pojawiły się łzy - czy wiesz jak to zabolało? Usłyszeć takie słowa od najlepszego przyjaciela?! To koniec Sev... Żegnaj.
-Lily... - zaczął, ale ja już nie słuchałam. Zaczęłam biec w stronę Pokoju Wspólnego, a z moich oczy leciały łzy.
"Jak mógł?! Och Sev..."
*
W Pokoju Wspólnym było niewiele osób. Większość albo siedziała w dormitoriach, albo na błoniach, bo właśnie spadł pierwszy śnieg. W kominku palił się ogień, a sowa siedząca mi na ramieniu delikatnie dziobała oparcie fotela.
-Avada przestań! - pstryknęłam ją lekko palcami w ogon. Sowa spojrzała na mnie z wyrzutem i ułożyła się do snu. Pewnie zastanawiacie się dlaczego nazwałam moją sowę połową najstraszniejszego zaklęcia? Cóż... Było to pierwsze zaklęcie o jakim przeczytałam w księdze zakupionej na Pokątnęj. Dopiero kiedy Severus uświadomił mi co ono robi z ludźmi trochę się przeraziłam, jednak nie było już sensu zmieniać sowie imienia.
Zza okna dochodziły piski dziewczyn, które zapewne właśnie wyły albo nacierane śniegiem, albo rzucane śnieżkami. Westchnęłam cicho. Wczoraj Nick powiedział mi o tym, co mówił Potter i od tego czasu nic się nie wydarzyło. W ogóle od 3 dni nie widziałam jego przystojnej gęby.
cdn.
by Lily
Nastrój:
Wbiłam wzrok w stół i nagle zrobiło mi się bardzo głupio. 'Może trochę przegięłam uderzając go w twarz i przydałyby się przeprosiny? Tak! Zdecydowanie tak. Ale to po kolacji' pomyślałam i zaczęłam jeść dalej.
*
-Pyyycha. Sok z dyni - Nessa wyciągnęła ręce do góry - nie ma nic lepszego
-I tosty - powiedziałam rozmarzonym głosem i zauważyłam Pottera idącego w towarzystwie Black'a - Muszę coś załatwić, zaraz wracam.
Ruszyłam w stronę Pottera i kiedy stanęłam przed nim uniósł brwi
-Na brodę merlina, kogo tu wiat przygnał? - spytał z ironią w głosie
-Potter muszę z tobą porozmawiać - powiedziałam szybko i zauważyłam, że Black'a już koło nas nie ma
-Słucham? - chłopak założył ręce na piersiach
-Chciałam... Chciałam cię przeprosić za moje agresywne zachowanie dzisiaj na błoniach., Nie powinnam cię bić.
Potter uśmiechnął się szeroko.
-Co się stało, że zmieniłaś woje nastawienie? - zapytał
-No... Po prostu zrozumiałam, że byłam nie fair, bo chciałeś mnie obronić i w ogóle - odpowiedziałam patrząc mu głęboko w oczy co było niesamowicie miłe.
-Fajnie, że w końcu się wyluzowałaś - pocałował mnie w policzek i odszedł
Minęła dłuższa chwila zanim doszłam od siebie. 'Boże! Potter mnie pocałował! To było tak nierealistyczne, jak to, że zaraz korytarzem przejdzie Black i powie mi "cześć"!'
-Cześć Evans! - usłyszałam znajomy głos, szybko podniosłam głowę i zobaczyłam oddalającego się Black'a.
-Ja chyba zaraz zwariuję - położyłam dłoń na czole - a jak nie to z zawału dostanę.
Wyjrzałam przez okno i dostrzegłam grupkę chłopaków grających w eksplodującego durnia pod dębem. Jeden z nich wyróżniał się spośród reszty. Co chwila przeczesywał włosy, dzięki czemu były jeszcze bardziej niesforne. Najwyraźniej wygrywał, bo często podskakiwał zachwycony... Aaaach... 'Zaraz, zaraz! Lillian Rose Evans! Co ty sobie wyobrażasz? Wzdychasz do Pottera jak 3/4 dziewczyn (aż wolę nie myśleć czy jakiś chłopak też) w Hogwarcie?! 3/4! Tego już za wiele. Jest zbytnim egoistą żeby do niego wzdychać. Koniec, kropka.' Szybko wstałam i ruszyłam w stronę Pokoju Wspólnego. Ale o jednej rzeczy nie mogłam zapomnieć...
Potter dał mi buziaka... Co dalej...?
No właśnie. Co dalej?
**
Przez ostatni tydzień chodziłam jak zaczarowana. Bez przerwy myślałam o Potterze, a kiedy tylko widziałam jak rozmawia z inną dziewczyną to roznosiło mnie. W końcu opamiętałam się, zapomniałam o ostatnim wydarzeniu i zaczęłam omijać go bardzo szerokim łukiem. Któregoś dnia leżałam na pod dębem błoniach i ktoś zasłonił mi słońce.
-Evans... Wytłumacz mi jedną rzecz - usłyszałam znajomy głos
Westchnęłam i otworzyłam oczy.
-Tak Potter? - zapytałam wstając
-Dlaczego mnie omijasz? Myślałem, że po tym jak mnie przeprosiłaś to będziemy częściej rozmawiać.
Uśmiechnęłam się szeroko i skrzyżowałam ręce.
-A jest w tym coś złego? - zapytałam
-No nie... Ale wiesz... Fajnie by było jakbym mógł czasem z tobą przebywać i... - przybliżył się tak, że za moimi plecami nie było już żadnej przestrzeni, tylko pień drzewa - porozmawiać
-Potter... Odsuń się. - szepnęłam, bo wiedziałam, że jeżeli tego nie zrobi, to rzucę się na niego i wpije się w jego usta...
-Mów mi James - zamruczał mi do ucha - ewentualnie Rogacz.
Bingo! Sprytna zmiana tematu i...
-Właśnie - przerwałam mu - dlaczego Rogacz?
Chłopak nagle spoważniał, wyprostował się i spojrzał gdzieś za mnie.
-Kiedyś ci powiem... - mruknął i odszedł
Nawet nie wiedziałam, że dowiem się tego bardzo szybko...
Nastrój:
'Dlaczego ta biblioteka musi być tak daleko? Dlaczego?!' denerwowałam się w myślach idąc przez szkolny korytarz i delikatnie stukając małymi obcasami o podłogę. Za 5 min musiałam być na błoniach, gdzie umówiłam się z Vanessą i byłam pewna, że jeżeli nie przyjdę na czas to zostanę pozbawiona wszystkich kończyn... W końcu po zbiegnięciu ze schodów doszłam do miejsca docelowego. Na moje nieszczęście był tam również on.
-Evans... Znowu do biblioteki? Nie za dużo w niej siedzisz? - zapytał opierając się o framugę drzwi tak, że zablokował mi wejście.
-Skoro ja w niej siedzę to to nie jest twój problem Potter - odpowiedziałam próbując przejść przez drzwi, jednak skutecznie mi to utrudniał - Wybacz, ale nie mam czasu na twoje durne gierki.
-Oj Evans daj spokój. Rozerwij się trochę. Ja wiem, że prefekt musi dawać przykład, ale bez przesady - przewrócił oczami
-Widzisz Potter... Prefekt ma swoje obowiązki i nie może zachowywać się zbyt swobodnie jak ktoś z drużyny Quidditcha.
-Ale za to ludzie z drużyny bardziej niż prefekci pociągają dziewczyny - uśmiechnął się szeroko
-Ale nie mnie! - warknęłam i przepchnęłam się obok niego wchodząc do biblioteki.
*
-Co za palant! Normalnie bezczelny cham! Czemu interesuje go to, co ja robię w bibliotece? Przecież nie jestem jego więźniem!
-Lily spokojnie... Nie wiem czy zauważyłaś, ale on interesuje się tobą od ładnego 1,5 roku... - przyjaciółka uniosła lekko brwi.
-No, ale nigdy aż tak natrętnie - spuściłam wzrok i zaczęłam grzebać różdżką w ziemi.
-Powiedz mi tak szczerze... Czy on ci się dalej podoba? - Vanessa spojrzała na mnie uważnie
Przestałam grzebać w ziemi i skrzywiłam się.
-Chyba żartujesz... - prychnęłam - jest dla mnie zbyt egoistyczny i pyszny.
-Mmm A jak smakuje? - przyjaciółka zaśmiała się cicho
Bez słowa rzuciłam w nią trawą
-No co? Skoro jest pyszny to musi jakoś smakować!
-Daj spokój...
*
-Potter! Zostaw Severusa w spokoju! - krzyknęłam 2 godziny później, kiedy razem z Vanessą wracałyśmy na kolację i na nieszczęście natknęłyśmy się na bandę Pottera męczącą Snape'a.
-Tak jest pani prefekt! - Potter uniósł palce do skroni, a Snape bezwładnie upadł na ziemię z wysokości metra.
-Jesteś żałosny - powiedziałam i razem z Nessą ruszyłyśmy dalej.
-Powiedziałbyś magiczne słowo Smarku - usłyszałam głos Pottera za plecami
-Nie będę dziękował szlamie... - po tych słowach stanęłam w miejscu
-Lily co jest? - zapytała Vanessa
-Nessa idź na kolację... Ja zaraz przyjdę - odpowiedziałam cicho
Odwróciłam się w momencie, kiedy Potter wycelował różdżką w Snape'a
-Przeproś ją... - ryknął
-Nie będę przepraszał szlamy - wycedził Snape przez zęby i w tym momencie złapał się rękami za szyję
-Nie! - krzyknęłam - Potter zostaw go!
-Niech cię przeprosi - powiedział Rogacz nie spuszczając ręki w której trzymał różdżkę.
Podbiegłam do niego i dałam m w twarz. Efekt był natychmiastowy: Potter szybko przyłożył sobie obie dłonie do policzka, a Snape znowu mógł oddychać
-Jeżeli mówię, że masz go zostawić, to tak ma być. Sama sobie poradzę.
-Boże Evans co ci jest? Czemu go tak bronisz? - zapytał Potter ciągle trzymając się na policzek
-Bo... - zaczęłam - Z resztą co cię to interesuje? - odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę szkoły
*
-Naprawdę uderzyłaś go w twarz? - zapytała Vanessa podczas kolacji.
-Mhm - mruknęłam biorąc kawałek bułki do ust - zupełnie straciłam przez niego humor.
Rozejrzałam się po Wielkiej Sali i jak zwykle nie mogłam przestać się nią zachwycać. Mimo tego, że byłam w tej szkole kolejny rok. Sklepienie Sali przybrało ciemnogranatowy kolor z połyskującymi gdzieniegdzie gwiazdami, a tuż pod nim unosiły się świece. 'Jak za pierwszym razem' westchnęłam, jednak po chwili z rozmyślań wyrwała mnie Vanessa.
-Lily... Potter się na ciebie gapi już od dobrych 10 minut.
Przewróciłam oczami i spojrzałam na Pottera. Wyglądał smutno i kiedy tylko jego oczy spotkały się z moimi szybko odwrócił wzrok.
by Lily
Nastrój:
tagi:
-Lily! Zejdź na dół!
-Już mamo! - krzyknęłam i szybko zbiegłam do salonu przeskakują co 2 stopnie na schodach
W jasno oświetlonym pomieszczeniu oprócz matki znajdowały się jeszcze dwie osoby: tata czytający gazetę i moja siostra Petunia, która oglądała telewizję.
-List do ciebie - powiedziała mama, kiedy tylko podeszłam do fotela, w którym siedziała.
W moich dłoniach znalazła się śnieżnobiała koperta z czerwoną pieczęcią. Szybko ją rozerwałam i moim oczom ukazał się list napisany starannym i wyrobionym pismem:
HOGWART
SZKOŁA
MAGII I CZARODZIEJSTWA
Dyrektor Albus Dumbledore
Szanowna Panno Evans,
Mamy przyjemność poinformowania, że została Panna przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia .
Rok szkolny rozpoczyna się 1 września.
Oczekujemy Pani sowy nie później niż 31 lipca.
Z wyrazami szacunku
Minerwa McGonagall
-Mamo... Co to jest szkoła magii i czarodziejstwa? - zapytałam
Matka spojrzała na mnie przerażona, a ojciec uniósł wzrok znad gazety.
-Nie rozumiem... - powiedziała cicho mama
-Ten list oświadcza, że zostałam przyjęta do szkoły magii i czarodziejstwa Hogrant... - spojrzałam na list - Nie, przepraszam... Hogwart.
Rodzicielka osunęła się na krześle i położyła dłoń na czole
-Myślałam, że nigdy nie dostaniesz tego listu... Hogwart to szkoła, do której chodzili twoi dziadkowie. Byli czarodziejami.
-Co?! - koperta wypadła mi z rąk.
-Tak. Ja jestem zupełnie nie magiczna, ale babcia Rose zapisała do tej szkoły moje pierwsze dziecko, którym jesteś ty... No i oczywiście dyrekcja musiała uznać, że jest w tobie to "coś", bo tak po prostu dzieci mugoli nie przyjmują do tej szkoły.
-Mugoli? - zapytała Petunia, która cały czas uważnie przysłuchiwała się rozmowie
-Czyli ludzi nie magicznych tak jak ja i tata.
-Ale... Zaraz, zaraz. Co ja mam teraz zrobić? - zapytałam
-Idź na strych. Tam znajdziesz podręczniki, które pewnie masz w spisie. A różdżkę i szaty będziesz musiała iść sobie kupić na Pokątnej.
-Pokątnej?
-Ulicy czarodziei.
Tak dowiedziałam się, że dostałam przyjęta do Hogwartu. Od razu odpisałam twierdząco na nadesłany list i po 15 minutach szukania jakiejkolwiek sowy odesłałam ją. Na pokątnej oprócz szat i różdżki nakupowałam masę książek o nowej szkole. Nie obyło się też bez problemów ze znalezieniem peronu 9 i 3/4, ale na szczęście jakaś miła kobieta mi pomogła. W przedziale siedziałam z jakąś grupą chłopaków, którzy mieli dość dziwne przezwisko. No bo kto by chciał żeby mówić na niego Lunatyk, albo Łapa? Swoją drogą największe zainteresowanie wzbudził we mnie niejaki Rogacz.
Kiedy dotarliśmy do szkoły, wielki mężczyzna powiedział, że zaraz odbędzie się ceremonia przydziału. Od początku myślałam, że chodziło mu o klasy, ale jednak byłoby lepiej gdybym tak nie myślała. Musieliśmy wejść przy całej szkole na sam środek olbrzymiej sali, usiąść na jakimś stołku i ubrać na głowę kapelusz (szczerze mówiąc to niezbyt przyjemnie pachnący). W pewnym momencie kapelusz zaczął coś mówić, a ja niemal spadłam ze stołka (dlaczego nie doczytałam, ze takie coś jest w Hogwarcie? Dlaczego?!). Po 5 minutach tiara krzyknęła 'Gryffindor' i masa ludzi siedzących przy jednym stole zaczęła klaskać, więc podeszłam do tego stołu i zajęłam pierwsze wole miejsce.
Po kolacji prefekci odprowadzili nas do domów. Okazało się, że w Gryffindorze jest również Rogacz i jego przyjaciele. Zapowiada się ciekawie.
*
Tak więc wiecie już, jak się dostałam do Hogwartu i jak trafiłam do Gryffindoru. Aktualnie jestem na 5 roku i trochę się pozmieniało (zwłaszcza mój stosunek do Rogacza). Jednak może trochę opowiem o sobie:
Imię i nazwisko: Lillian Evans
Wiek: 16 lat
Kolor oczu: zielone
Kolor włosów: ciemno rude (kasztanowe)
Rodzice: Juliette i Michael
Siostra: Petunia
Zainteresowania: książki! No i jeszcze Quiddith.
Sympatia: już brak
Przyjaciele: Vanessa
Dom: Gryffindor
Stanowisko: Prefekt (sama nie wiem jakim cudem)
by Lily
Nastrój: